Radio stworzone dla przyjaciół, rodziny i znajomych...
" Muzyka jest lekarstwem dla duszy, czasem pocieszy człowieka, czasem jego serce poruszy.
Czasem do refleksji zmusi, czasem łzy z człowieka wydusi.
Nieraz przypomni jakieś zdarzenie, ale najważniejsze , że przynosi ukojenie. "

O dobru i miłości

W pewnym mieście, wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi.
Każdy z jego mieszkańców, kiedy się urodził, dostawał woreczek z Ciepłym i Puchatym,
które miało to do siebie, że im więcej rozdawało się go innym, tym więcej przybywało.
Dlatego wszyscy swobodnie obdarowywali się Ciepłym i Puchatym, wiedząc że go nie zabraknie.
Matki dawały Cieple i Puchate dzieciom, kiedy wracały do domu.
Mężowie i żony wręczali je sobie na powitanie,
po powrocie z pracy, przed snem. Nauczyciele rozdawali w szkole, sąsiedzi na ulicy i w sklepie,
znajomi przy każdym spotkaniu. Nawet groĄny szef w pracy często sięgał
do swojego woreczka z Ciepłym i Puchatym.
Jak już mówiłam, nikt tam nie chorował i nie umierał,
szczęście i radość mieszkały we wszystkich rodzinach.
Pewnego dnia do miasta wprowadziła się zła czarownica, która żyła ze sprzedawania ludziom leków
i zaklęć przeciw różnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, że nic tu nie zarobi,
więc postanowiła działać.
Poszła do pewnej młodej kobiety i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej,
żeby nie szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym,
bo się skończy i żeby uprzedziła o tym swoich bliskich.
Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy
i do tego samego namówiła męża i dzieci.
Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście,
ludzie poukrywali Cieple i Puchate, gdzie kto mógł.
Wkrótce zaczęły się szerzyć choroby i nieszczęścia, coraz więcej ludzi umierało.
Czarownica z początku cieszyła się bardzo: drzwi w jej domu nie zamykały się.
Lecz wkrótce wyszło na jaw, że jej specyfiki nie pomagają i ludzie przychodzili coraz rzadziej.
Zaczęła wiec sprzedawać Zimne i Kolczaste,

co trochę pomogło, bo przecież był to - wprawdzie nie najlepszy - ale jednak jakiś kontakt.
Ludzie już nie umierali tak szybko,
jednak ich życie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
Byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie przyjechała pewna kobieta,
która nie znała argumentów czarownicy.
Zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami obdzielać Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów.
Z początku ludzie dziwili się i nawet nie bardzo chcieli brac - bali się, że będą musieli oddawać.
Ale kto by tam upilnował dzieci!
Brały, cieszyły się i wkrótce jedno po drugim powyciągały swoje woreczki
i znów jak dawniej zaczęły rozdawać.

Anonim
Przed kilku laty była sobie fabryka, która
produkowała misie. Każdy z nich był inny, ale każdy tak
samo śliczny i milutki. Małe dzieci uwielbiały te misie,
rodzice kupowali im je na urodziny, imieniny i Gwiazdkę.
Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego misia i uważało
go za swojego największego przyjaciela. Tylko jeden
misio był nieudany. Został uszyty z samych resztek materiału.
Miał jedno uszko różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki,
nóżki w kratkę. Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski,
a oczy, robione już z ostatnich skrawków, były żółte.
Misio ten był bardzo miły w dotyku. Cieplutki i aksamitny,
ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał go do ręki.
Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko
opuszczają sklepowe półki i trafiają do wesołych,
uśmiechniętych dzieci, które bardzo je kochają. Sam stał
samotny, już troszkę zakurzony i myślał sobie: To nic, że
mnie nikt nie chce. Najważniejsze, że moi koledzy trafiają w
dobre ręce. Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal nikt nie
kupował, aż pewnego dnia do sklepu weszła mała, może
sze?cioletnia dziewczynka. Miała na nosie ciemne okulary,
chociaż tego dnia wcale nie było słońca, a w rączce białą,
plastikową laseczkę, chociaż wcale nie była staruszką. Weszła
do sklepu ze swoją mamą. Poprosiły o misie. Dziewczynka
była niewidoma. Nic nie widziała. Nie znała ani kolorów,
ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie wyobrazić
lecących w powietrzu ptaków, ale za to wszystko umiała
zobaczyć rączkami.Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego
misia. Najładniejszego ze wszystkich. Pomacała jego
odstające uszka, dotknęła łebka ; I wzięła następnego,
szarego. Ten też nie przypadł jej do gustu, bo miał
troszkę ostre zakończenia łapek. Na samym końcu ekspedientka
położyła Brzydkiego Misia, bo i tak nie liczyła, że kiedyś
ktoś go kupi.- To ten mamusiu! - krzyknęła głośno
dziewczynka - To jest mój misio. Mój piękny kochany
misiaczek - i z całej siły go przytuliła, a potem
pocałowała w brzydki, niebieski nosek.Od tej pory
dziewczynka i misio nie rozstawali się nigdy. Na leżakowaniu
spali pod jedną kołderką, u dentysty dziewczynka ściskała
jego łapki, a kiedy trudno jej było coś zrobić, zawsze pytała
o radę swojego przyjaciela.Inne dzieci śmiały się,
kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi. Ale dziewczynka
każdemu proponowała, żeby wziął misia do ręki. I wtedy
działo się coś dziwnego. Przestawał wydawać się brzydki.
Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce. Pytały ją często
skąd wiedziała, że ten misio jest taki cudowny, tak
kochany. Przecież nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma.
A ona zawsze im odpowiadała:-
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Przyjaciele
Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum, zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu.
Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą
wszystkie książki.
Pomyślałem sobie: "Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do
domu wszystkie swoje książki?
To musi być skończony osioł." Miałem sporo planów na ten weekend
(imprezy, mecz futbolowy jutro po południu), więc wzruszyłem ramionami i
poszedłem dalej.
Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego
stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili
nogę, tak że wylądował w kurzu.
Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w
trawie około pięciu metrów od niego.
Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach.
Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy
czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów,
zobaczyłem w jego oczach łzy. Podałem mu okulary i
powiedziałem: - Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać! Spojrzał na
mnie i powiedział: - Hej, dzięki!
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność.
Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka.
Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem.
Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły prywatnej.
Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem.
Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak.
Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kyle'a, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele.
Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek. Zatrzymałem
go i powiedziałem: - Jeśli codziennie będziesz nosił te książki,
dorobisz się niezłych muskułów! Roześmiał się tylko i podał mi połowę
książek.
W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy.
Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke.
Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem.
On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle
miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się
przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc że jest kujonem.
Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę.
Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kyle'a. Wyglądał wspaniale, był
jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole.
Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową.
Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem: - Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały! Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażający wdzięczność) i uśmiechnął się.
- Dziękuję - Powiedział. Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął:
- Zakończenie roku, jest czasem kiedy dziękujemy ludziom, którzy
nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom,
rodzeństwu, może trenerom... ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę
wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem jaki możecie
im dać.
Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię. Spojrzałem z
niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy
spotkaliśmy się po raz pierwszy.
Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić. Opowiedział w jaki
sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego
robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu. Spojrzał na mnie i
uśmiechnął się słabo. - Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel
uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy.
Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny,
popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i
tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób.
Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi.
Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów.
Jednym drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby. Na lepsze lub
na gorsze. Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób
wpłynęli na życie innej osoby. Szukaj Boga w innych.


"Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi,
kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata."
Nie istnieje żaden początek ani koniec...
Dzień wczorajszy jest historią.
Jutrzejszy - tajemnicą.
Dzisiejszy jest - darem.
autor nieznany
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW